Konkurs Palem Wielkanocnych

Wizyta w Kruchowie

Z wizytą w Kruchowie

10 marca 2013r. przedstawiciele naszego Sołectwa wzięli udzaiał w zorganizowanym w  Kruchowie „Potrójnym Świętowaniu”. Sołectwo Kruchowo, jako zwycięzca plebiscytu portalu informacjelokalne.pl na „Najaktywniejsze Sołectwo Powiatu Gnieźnieńskiego”, przy okazji świętowania Dnia Kobiet, Dnia Mężczyzn oraz Dnia Sołtysa, zorganizowało wspaniałe spotkanie swoich mieszkańców i włodarzy z przedstawicielami wszystkich wyróżnionych w plebiscycie sołectw. Wśród zaproszonych gości znalazły się więc aktywne panie z Niechanowa z panią sołtys Teresą Bartz na czele, sołtys Imielenka Aleksander Wołodkiewicz z żoną Krystyną i członkiem Rady Sołeckiej Hanną Pieśniewską-Kazimierczyk, a także panie z KGW Ławki. Z zaproszenia skorzystali również Krzysztof Dereziński, burmistrz Miasta i Gminy Trzemeszno oraz wiceprzewodnicząca Rady Miejskiej Teresa Maćkowiak.

Oprawę artystyczną uroczystości przygotowali uczniowie Zespołu szkół w Kruchowie, pod okiem Pani Małgorzaty Wegner. Było wesoło i z morałem.
O suto zastawione stoły zadbały wspaniałe Panie z KGW w Kruchowie. Całość spotkania poprowadziła przewodnicząca KGW Maria Dłutkowska.
Podczas uroczystości sołtys Kruchowa Ryszard Dziel i dyrektor szkoły Jarosław Majewski obdarowali wszystkie panie pięknymi tulipanami, natomiast sołtysi zaproszonych sołectw otrzymali listy gratulacyjne za zdobyte w plebiscycie wyróżnienia oraz kwiaty.

W imieniu mieszkańców Imielenka, list gratulacyjny za wygraną w plebiscycie na „Najaktywniejsze Sołectwo Powiatu Gnieźnieńskiego” na ręce sołtysa Ryszarda Dziela, złożyła Hanna Pieśniewska-Kazimierczyk.
Sołtys Imielenka, dziękując za zaproszenie Nas do Kruchowa, złożył na ręce pani Marii Dłutkowskiej kwiaty i życzenia dla wszystkich obecnych pań z okazji Dnia Kobiet.
Delegacja Imielenka dokonała również wpisu do księgi pamiątkowej Kruchowa.

Wspaniale spędzone popołudnie, w towarzystwie niezwykle życzliwych mieszkańców nie tak bardzo odległych sołectw, było dla Nas okazją do wymiany doświadczeń, zamierzeń, problemów i zasad funkcjonowania  odmiennych sołectw. Zdobytą wiedzę mamy nadzieję wykorzystać w Imielenku.

Dziękując bardzo za zaproszenie, mamy nadzieję na dalsze kontakty i współpracę z mieszkańcami poznanych sołectw.
Szczególne podziękowania chciałabym złożyć pani Marii Dziel, która w moim przekonaniu wspaniale „doradza” swemu mężowi Ryszardowi. Bez Państwa Dziel Kruchowo nie byłoby takie jak dziś.
Gratuluję i pozdrawiam.

Zapraszam do galerii zdjęć.
Hanna Kazimierczyk

Wizyta w Kruchowie

Srebrnik Świętego Wojciecha

Nie opodal sławnego Ostrowa Lednickiego (kilka kilometrów na południe) rozsiadła się niewielka wioska Imielno. Miejscowość ta słynie m. in. tym, że na jej terenie znajdują się: prastare piece hutnicze (dymarki), cmentarzyska, a nawet pogański obiekt kultowy sprzed około dwóch tysięcy lat. Na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku znaleziono tu skarb średniowiecznych monet srebrnych a na jednym z cmentarzysk – brakteat (cienka moneta srebrna bita jednostronnie) z wizerunkiem Św. Wojciecha.

W Imielnie i sąsiednim Imielenku (równie zasobnym w zabytki) usłyszałem oto taką legendę: wśród piaszczystch pagórków z rzadka porosłych kępami drzew, gdzie jak to dziś mówią, ino piaski, laski i karaski – przycupnęła niewielka osada, w której bieda urządziła sobie siedlisko. Licha ziemia dawała lichy plon, więc zamieszkujący osadę biedacy uradzili aby zamiast mozolić się pracą na roli, poświęcić się łowieniu ptaków. Niestety, ziemia należała do księcia, toteż i większość upolowanego ptactwa musiała trafić na pański stół. Ale jak uradzili, tak też uczynili.
W owych pradawnych czasach, takich łowców zwano imielnikami, zatem osadę nazwano Imelno, które później stało się Imielnem.
Czasy dostatku trwały jednak bardzo krótko, bowiem zbyt częste polowania tak wypłoszyły ptactwo, że aby coś złowić trzeba było stosować coraz wymyślniejsze pułapki. W końcu ptaki wyniosły się zupełnie i beda znaowu zaczęła Imelnianom zaglądać w oczy. Kiedy wydawało się, że nie odwróci ich złego losu, do wioski przywędrował biskup Wojciech. Zdrożony i wymizerowany niewiele różnił się od ludzi, u których znalazł gościnę. Ale oni, choć sami głodowali, przybysza przyjęli iście po królewsku.
Nazajutrz wędrowiec musiał iść dalej. Na odchodnym jednak powiedział biedakom, że odtąd już nigdy nie będą głodni, a kiedy uczynią coś dobrego, w nagrodę znajdą, srebrny pieniążek. Tak też się stało.
Od pobytu biskupa Wojciecha u Imelnian upłynęło z górą tysiąc lat. Dawno więc zapomniano o tym wydarzeniu. Nikt też z mieszkańców tej wioski nie wiedział o przyrzeczonej nagrodzie. Kiedy jednak zaczęto znajdować prastare srebrniki, przypomniano sobie kto jest sprawcą tego bogactwa oraz ową legendę, która skrzętnie spisałem.

Fragment książki T. Panowicza

Karol Surowiecki (1750 – 1824)

Jeszcze na poczatku XIXw., na wzgórku przecietym drogą zbudowaną w 1870 roku z Imielenka do Lednogóry, wzosił się niewielki drewniany dworek. Pozostały po nim tylko nikłe ślady, odkrywane przez archeologów i budowlańców. To w owym dworku urodzili się Karol i Wawrzyniec Surowieccy. Imieniem tego drugiego nazwano jedną z gnieźnieńskich ulic. Bo też był to człowiek wielkiej osobowości. W rodzinnym Imielenku ustawiono na jego cześć pamiątkowy głaz. Natomiast Karol był przeciwieństwem sewgo brata.
Karol Surowiecki urodził się w Imielenku 4 lutego 1750 roku. Jego ojciec – zubożały szlachcic był początkowo dzierżawcą, a nastepnie wójtem w Imielenku. O matce dokumenty milczą. Całkiem prawdopodobne, że młody Karol edukację rozpoczął w parafialnej szkółce w sąsiednim Imielnie. Naukę kontynuował w Poznaniu. W 1768 roku wstapił do zakonu frańciszkanów konwentualnych, gdzie – po otrzymaniu święceń kapłańskich – został zakonnym lektorem filozofii.
Dziś juz trudno ustalić, co było powodem, ale po osiemnastu latach (1786) przeszedł do reformatorów prowincji wielkopolskiej (odłam franciszkanów). Przez rok zajmował się kaznodziejstwem w Kaliszu. Okazał się dobrym mówcą, skoro po rozpoczęciu obrad Sejmu Czteroletniego, w 1788 roku został skierowany przez swoich zwierzchników jako kaznodzieja do Warszawy. Czasem jednak nie wystarczy być dobrym mówcą, lecz i ważne jest co się mówi. Tak było i w przypadku K. Surowieckiego.
Kazania miał niezwykle ostre, przesiąknięte treściami antyoświeceniowymi, bezpardonowo zwalczał rewolucję francuską i modne wówczas wolnomularstwo. Za głoszenie wyjątkowo konserwatywnych pogladów został przez swoich pryncypałów wyjątkowo zawieszony w prawach kaznodziei i przeniesiony do Lutomierska. Tam powierzono mu funkcję przełożonego klasztoru, czyli gwardiana. Po jakimś czasie zakaz anulowano i znów stał się kaznodzieją kaliskim. Jednocześnie pełnił funkcję gwardiana w Szczawnie Kościelnym. W 1798 awansował na sekretarza prowincji, a w 1800 został doradcą prowincjała, będąc nim do roku 1803.
W tym samym czasie pełnił obowiązki prefekta oraz wykładał francuski i niemiecki w szkole prowadzonej przez reformatów w Pakości. Pod koniec 1803 roku znów zajął się głoszeniem kazań, tym razem w Osiecznej i Rawiczu – ale po niemiecku. Od 1806 powrócił do zajeć szkolnych. W latach 1810 – 1815 był profesorem retoryki w Lutomiersku i Warszawie, a następnie w Miedniewicach koło Żyrardowa lektorem teologii moralnej. Przez dalsze trzy lata pełnił funkcję zastępcy prowincjała.
Mógłby spokojnie wykonywać swoją pracę, lecz co jakiś czas odzywała się złośliwa natura. Za wydanie drukiem „Świstaka warszawskiego wyświstanego”(1821), w której to pracy znów ujawnił obskurnickie poglądy, ukarany został czasowym zawieszeniem wykonywania jakichkolwiek funkcji kościelnych. Karę, nałożoną nań przez arcybiskupa warszawskiego S. Hołowczyca, po roku cofnięto i w 1822 roku otrzymał urząd wizytatora generalnego malopolskiej prowincji zakonnej. Niestety, życie Karola Surowieckiego dobiegało końca. Zmarł w Miedniewicach 26 kwietnia 1824 roku.
Z perspektywy niemal dwustu lat niewiele, niestety, można o nim powiedzieć dobrego. Należał do najbardziej skrajnego i obskuranckiego nurtu antyoświeceniowego, co przejawiało się wręcz patologiczną niechęcią i całkowitym odrzuceniem jakichkolwiek postępowych idei. Jego argumenty odznaczały sie brutalnością sformułowań. To on pierwszy w Polsce publicznie oskarżył filozofię oświecenia, że była główną sprawczynią wybuchu rewolucji francuskiej. Z niesłychaną zajadłością zwalczał przejawy liberalizmu oraz nowe prądy filozoficzne, wyszydzał nawet najdrobniejsze przejawy tolerancji religijnej, w szczególnosci ruchy reformatów. Na tym polu był prawdziwym fanatykiem.
Nigdy nie autoryzował swoich książek, najczęściej wydając je w Miedniewicach – w zakonspirowanej drukarni klasztornej. A publikował sporo. Choćby takie prace, jak:”Ksiądz z kropidłem na cygana z gandziarą”, „Python, lipsko – warszawski diabeł”, „Głos ludu izraelskiego do prawdziwych chrześcijan”.
Chociaż działalność pisarską i kaznodziejską K. Surowieckiego ocenia się zdecydowanie negatywnie, to jednak był to człowiek gruntownie wykształcony i dużej miary erudyta. Zasługuje zatem na pamięć.

Tadeusz Panowicz (tadeusz@imielenko.pl)

 

Gwoździe znalezione w Imielenku

Wizyta w Kruchowie

Home
Aktualności
Kontakt
Szukaj